Wrażenia po lekturze "Labiryntu nad morzem"
Moim ulubionym esejem Zbigniewa Herberta z tomu „Labirynt nad morzem” jest esej osiemnasty, ponieważ ukazuje on wyjątkowość, którą określa się jako cechę pożądaną, a nie niechcianą. Tekst dowodzi także, że w życiu trzeba podążać za głosem serca i, nie zważając na przeciwności, dążyć do celu.
Joan Evans. Niepozorny chłopak, krótkowidz, któremu zawsze towarzyszyły szkła (okulary). Czy ktokolwiek wróżyłby mu karierę? Myślę, że nie. A jednak został eksploratorem, mimo że ta praca wydawała się zupełnie nie przystawać do jego umiejętności i osobowości. Evans osiągnął to tylko i wyłącznie dzięki wysiłkowi i wierze w samego siebie.
Bohater eseju redagował studenckie satyryczne pismo, które zostało zawieszone po pierwszym numerze. Poddał się? Skądże! Porażka tylko wzmocniła jego ambicję. Na przekór swojemu wyglądowi świetnie pływał i był wspaniałym jeźdźcem. Był jedyny w swoim rodzaju. Wyjątkowy w dobrym znaczeniu tego słowa.
Czy w dzisiejszym świecie odmienność jest akceptowana? Zauważyłam, że nie, chyba, że w negatywnym znaczeniu. Bowiem ilu młodych ludzi samookalecza się, zaczyna pić, palić, a nawet sięga po narkotyki, by w oczach rówieśników stać się kimś ważnym? Za dużo. Czy naprawdę jesteśmy tak głupi, że nie widzimy w krzywdzeniu samych siebie nic złego?
Wróćmy do Evansa. Praca eksploratora nie przyszła łatwo. Joan nie czekał, aż ktoś mu ją zaproponuje, tylko zaczął zwiedzać świat. Nie wybierał popularnych i banalnych miejsc, lecz prawdziwe, można by rzec, rarytasy: Laponia, Finlandia, Krym, Bułgaria, Rumunia, Grecja. Nie chciał stać w miejscu, zapragnął poznać glob.
Wiecie co mi się najbardziej podoba w jego charakterze? To, że nigdy nie oglądał się na innych. Przecież wiele razy musiał słyszeć: „Nie nadajesz się”, bądź: „Nie jedź tam”, ale nie zważał na to. Robił to, co uważał za właściwe. Podobno widział same detale. Potrafił skupiać się na szczegółach. Przesadna ciekawość? Myślę, że po prostu był perfekcjonistą. Wszystko musiało być „zapięte na ostatni guzik”, wręcz idealne. Próbował wielu rzeczy, nawet polityki. Spróbował czegoś, o czym nigdy nie marzył, ale okazało się, że jest w tym dobry. Wniosek? Nie bójmy się nowych rzeczy, spróbujmy czegoś, na co zwykle nie zwrócilibyśmy uwagi.
Moim zdaniem Joan Evans to idealny przykład człowieka postępu. Nie boi się nowości, polega na sobie i mocno wierzy w postawione cele. Powinniśmy brać z niego przykład. Pamiętajcie! Róbcie to, co kochacie, nigdy nie dajcie się pożreć przez nieznośną monotonię.
Julia M. 1b



Komentarze
Prześlij komentarz